wtorek, 22 maja 2012

Robi sie...

To był procowity weekend. Przyjechała moja Agnieszka ( młodsza córka) z Monachium i wszystko co małe porozkręcała, ja pakowałam. Teraz w sobotę przyjedzie brat, porozkręca wszystko co duże i ja będę przez 1,5 miesiąca na tobolach koczować.No cóż, trzeba przyjąć pomoc wtedy kiedy mogą a nie kiedy ja chce prawda? Ale dla mnie to żaden problem.

Pozdrawiam.

3 komentarze:

Joanna Trojanowicz (bjutus) pisze...

Joluś, ale to tylko miesiąc. Nawet nie zauważysz, kiedy minie.
A ja już się cieszę na Twoje poszukiwania najprostszych dupereli ... he... he :)

u Alojka pisze...

tak powoli już mam, niestety! Ale ze Ty się cieszysz, no, no...

Sarmatix pisze...

Jolu trzymam za Ciebie kciuki.Oj, na pewno wszystko pójdzie dobrze :)
Ja sama ogromnie lubię przeprowadzki, taką już mam koczownicza naturę. W życiu przeprowadzałam się z kilkanaście razy. Teraz też mnie czeka przeprowadzka, ze wsi do miasta. Mam nadzieję, ze niebawem, bo sprzedaż domu nabiera tempa.