niedziela, 25 kwietnia 2010

Galeria

Jakby nie patrzec to ja mam w domu taka mala galerie.Moja wlasna galerie.

Najwiecej obrazow wisi w tej czesci ktora mnie prowadzi do mojej sypialnio - pracowni.
Oczywiscie, juz pomalowana jakis czas temu.
Przedtem byla zolta jak sypialnia.

teraz jest tez biala.




Wlasciwie to i w kuchni i w pokoju wisza tez obrazy.Te ktore tutaj mam, sa haftowane,


i wykonane w pergaminie, czyli malowane.


Ten srodkowy elf nie jest przezemnie wykonanany. Ja tylko probowalam " nasladowac" nasza forumowa kolezanke. Elfy tak mi sie spodobaly ze, ech co tam nie kazdy jest artysta przeciez i takie niezdarki mi wyszly ale i tak jestem z nich dumna bo prace w kolorze to ciezka sprawa dla mnie.


To byl jesienny elfik ale taki slodki ze zrobilam z nich 4 pory roku. Najbardziej spodobala mi sie wersja zimowa. Robilam nawet kartke z nia. Byla przeznaczona na urodziny mojej corki ale mi zginela....musialam  zrobic inna kartke. Kartka po dlugim czasie znalazla sie, wzielam ja pokazac bratowej, mialam ja w takiej papierzanej torbie i po przyjezdzie nie wyjmujac ja, torbe zwinelam i .... i moglam dlugo szukac. Po 3 m.cach od tego zdarzenia byla wlasnie corka w odwiedziny u mnie, byla nam potrzebna torba i.....
uratowalam zakladke ktora w niej byla i elfik sie tez prostuje ale kartke wyrzucialam.

Tak wygladala karteczka zanim ja zgniotlam.


a to zrobilam w zastepstwie tej kartki.

motyw spodobal mi sie, wiec przenioslam go na pergamin i powstal taki komplecik.

Nastepne obrazy pokaze nastepnym razem. Zejdziemy do pokoju w ktorym wisza.

Dziekuje za Wasze wizyty i komentarze.

piątek, 23 kwietnia 2010

I ja szukalam dzisiaj wiosne

tak dzisiaj po raz pierwszy bylam w lesie na spacerku. Po mroznych porankach, po poludniu ladnie swieci slonce. Wrocilam dzisiaj wczesniej  z pracy i mysle sobie ze warto zobaczyc co ta wiosna u mnie juz zrobila.
Forsycja wlasciwie juz przekwita a u mnie dopiero w calej krasie.



Magnolia tez juz ma ladne paczki.



Las jest jeszcze taki brzydki, ponury, nie zaglebiam sie sama daleko ale poczatek tez nie zapraszal na pojscie dalej.
Stanelam sobie w sloneczku i zrobilam zdjecie tych kilkunastu domow jakie mnie otaczaja.



Moze troche wiecej jak kilkanascie, ale gdzie by nie spojrzec to laki, pola lasy.


Do centrum mam 3 km i to caly czas droga przez las. Oczywiscie jest droga  do jazdy samochodem.
Nie ma tu ani sklepu ani nic. Jest skrzynka na listy i restauracja. Ponoc nawet calkiem dobra. Chyba tak jest bo parking zawsze pelen super samochodow.
I gdzies tam w tym domku jestem ja. Tutaj naprawde to tylko slychac swiergot ptaszkow, czasami przejedzie samochod a ludzi to mozna spotkac na takim calkiem fajnym deptaku w lesie. Jak bedzie ladna pogoda w niedziele to wybiore sie " troche ludzi poogladac"
Cisza i spokoj totalny.Lubie to miejsce ale czasami ........ jest za cicho.
No to wtedy wsiadam w samochod i jade do cywilizacji.

czwartek, 22 kwietnia 2010

Naturalny peeling

Aga z "potrzeby wnetrza" poprosila mnie o przepis na naturalny peeling. Odpowiedz zrobie jako post bo moze inni tez skorzystaja.

Robie rozne peelingi. Biore troche algowej solanki do reki, troche wody i pocieram twarz i reszte ciala. Czasami mieszam z miodem, to tak na szybko.
moim ulubionym peelingiem jest ten.
1 czesc( czescia jest lyzeczka, lyzka, dowolnie) platkow rozy
1cz.nagietka
1cz.platki drozdzowe
1cz.zmielonego siemienia lnianego
skladniki wymieszac i wlozyc do suchego opakowania.
To jest zapas, nie trzeba kazdym razem przyzadzac mieszanki.

Nasypac na dlon lyzeczke peelingu, zwilzyc woda i pocierac twarz od dolu do gory.
Moje "ziolka"




Aga polecila mi na bole glowy picie zielonej herbaty.
Pije .

Ja pije taka specjalna, firmy Tiens. Jest to dobra herbata ale droga i nie nalezy nic zmarnowac. Tak wiec po wysuszeniu torebeczki ( koniecznosc) uzywam ja do maseczek, peelingow i nawet wsypuje do kwiatow i potem podlewam.
Milych eksperymentow zycze.

Uzdrowiciele

Dzisiaj chcialam napisac o mojej przygodzie z uzdrowicielami. Wlasciwie to nie wierze w uzdrowicieli ale jest male ale....

Pierwszy raz zetknelam sie z kims takim bardzo dawno temu. Nawet nie, moja corke zawiezli do takiego cudotworcy. Miala wrocic zdrowa. Ja bylam przeciwna, nie pojechalam, o malo mnie nie "wykleli" z rodziny.Jak sie potem okazalo, byl to zwykly oszust.

Moje osobiste spotkanie  ze spirytualnym uzdrowicielem odbylo sie nie tak dawno, 4 lata temu. Tak sie zlozylo ze bylam posrednikiem - tlumaczem miedzy niemieckim i filipinskim uzdrowicielem. Jezdzac do niego na rozmowy poprosilam go o seans i odczytanie aury. Tyle sie nasluchalam, co potrafi i jak ludzi stawia na nogi, a wiec czemu mam nie sprobowac, moze pomoze mi na moje bole glowy a moze na kosci?
Oczywiscie to byl taki uzdrowiciel przez ktorego Pan Jezus przemawia i on tez z Nim rozmawia. No dobrze.
Pomieszczenie w ktorym odbywal sie seans bylo przytulne, cicha muzyka i zaczelo sie.




Taki seans nie trwa dlugo. Kiedy skonczyl, powiedzial  mi ze nie moze mi pomoc bo... bo nie moze sie "przebic", cos go hamuje. Ja, sceptyk totalny, tylko sie smialam w duchu, " no tak, nie moze sie przebic, a co ma powiedziec"
Moja aura, duzo bylo prawdy w tym odczycie, oj duzo. Jakies tam kolorki jednak podpowiedzialy mu ze jestem totalnym niedowiarkiem, a ci ktorzy przychodza na takie uleczanie musza wierzyc ze im pomoze, i wtedy zdarzaja sie cuda.
W tym seansie jest jednak bardzo wazne to co powiedzial, ze nie mogl sie przebic, cos go powstrzymywalo.
Po roku wiedzialam co i nie wiem co mam myslec na temat spirytualistow. O tym jednak napsze innym razem.













Teraz spotkanie drugiego uzdrowiciela. Z Baguio. Ponoc swietny, naprawde swietny. Nie neguje, ja nie mialam czasu na seanse, moglam tylko dwa razy skorzystac. Jejku, ponoc kazdy po zabiegu wstawal z zawrotami glowy, byl jakby nie z tego swiata, czul energie i zawsze cos tam bylo. To moze byc prawda, ale ja nie czulam nic, nic. Natomiast moja kolezanka miala tez seans i ..... usunal jej palcami jakies skrzepy kolo piersi, miala nawet krew na bieliznie a po badaniach u lekarza okazalo sie ze po latach znikly te skrzepy. No znikly. I jak tu nie wierzyc..........
Niestety wszystkie zdjecia jakie mialam stracilam przez reinstalacje komputera. Szkoda.
Suma sumarum ,na moje przeokropne bole glowy zaden uzdrowiciel mi nie pomogl.

sobota, 17 kwietnia 2010

Czas aby sie pokremowac

Do kremow wrocilam niedawno. Jestem kobieta lubiaca zmiany, we wszystkim.

Jakis czas temu, moja brstowa dostala na urodziny zestaw arganowych kosmetykow. Argan, a to co takiego? W internecie wszystko mozna znalezc, okazalo sie to olejek. No wiec ja czlowiek myslacy, czemu nie uzywac samego olejku a nie kremow tylko na bazie? W tym momencie zaczela sie moja " olejkowa przygoda", ale tej poswiece osobny post.

Dzisiaj krem, wzbogacany Q 10 tyle ile tylko chce.
Uzywam jakiegokolwiek kremu i do tej ilosci "wpuszczam" 3 kapsulki Q10, resztek nie wyrzucam bo tam zawsze cos zostaje. Poprostu polykam.


no i wymieszac a potem nakladac na twarz.
Porcja taka wystarcza na 2-3 dni. Nie robie duzych ilosci bo nie wiem jak sie Q10 "zachowuje" w takim stanie.


Joasiu/ Anisa na temat medycyny naturalnej tez bede pisac. To bylo moje " hobby" kilka lat, w zasadzie wciaz jest. Oczywiscie nie zadne naukowe wywody, tylko moje wlasne doswiadczenia, nawet bedzie post o uzdrowicielach, w ktorych nie wierze, a jednak....... ciekawe rzeczy przezylam.

piątek, 16 kwietnia 2010

W zasadzie nie kupuje gotowych maseczek. Po co? W domu zawsze jest jak nie twarozek, to miod, albo jajko.
Bardzo lubie maseczki z marokanskiej ziemi albo poprostu z glinki zielonej,skora jest po nich naprawde gladka. Zadne tam bajery reklamowe. Poprostu tak jest i kazdy moze wyprobowac. W tej chwili uzywam ziemi marokanskiej i do mycia i do maseczek i jak sie skonczy nastepnej nie bedzie wiec bede uzywac glinki. Do mojej cery uzywam zielonej, ale sa tez inne.


Troche ziemi lub glinki, do tego pare kropli krzemu, vit.C,A,E i odrobina wody rozanej.
 
o poprostu tyle.




dodac troche wody, moze byc mineralna i wymieszac na papke. Pozniej nalozyc na twarz i dekolt i ......
ja polezalam sobie w wannie z dodatkiem solanki.

Nalozylam na twarz resztki kremu, jutro musze zrobic swiezy. Pokaze jak robie naprawde wartosciowy krem, taki na 2-3 dni. Nie, nie, z kombuchy tez robie ale ten nie uzywam w tej chwili na twarz.

środa, 7 kwietnia 2010

Obiecalam przeciez...

pokazac tez moja sypialniana metamorfoze, nie zapomnialam ale jakos ta wyszlo.
No wiec pokaze dzisiaj.

To bedzie taka 10-cio miesieczna metamorfoza. W ciagu tego czasu, od przeprowadzki zmienila sie sypialnia 3 razy.
Zaraz na poczatku lozko stanelo pod oknem a reszta zbieraniny, tego, co szkoda bylo wyrzucic po przeciwnej stronie,



Moj kacik "artystyczny" byl na dole w pokoju. Stwierdzilam jednak ze do sypialni chodze tylko spac i ten pokoj jest taki nie wykorzystany. Na dole w czasie niespodziewanej wizyty bylo mi wstyd za moj " artystyczny" nielad.  Spodziewana czy nie wizyta to i tak wiazalo sie z uporzadkowaniem wszystkiego, nie zawsze mozna, nie zawsze sie chce. Tak wiec regal i biurko powedrowaly na gore. Super rozwiazanie, ale pod tym skosem zle sie siedzialo.


Ogladajac te "biale blogi" tez zachcialo mi sie bieli. U mnie to nie trwa dlugo od pomyslu do realizacji bo musze to sama zrobic i nie ma nikogo komu to sie nie spodoba.
A wiec zrobilam sobie narazie ostateczna metamorfoze, no jeszcze potrzebuje maly regalik na ksiazki i kwitnaca  wisnie albo magnolie na sciane. Taki tatuaz jak sie na to mowi.
U mnie to jeszcze same pomysly nie wystarcza, jeszcze musza byc finanse na takie zachcianki. A zachcianek to ja mam sporo, glownie rozne przydasie.


Za ta biala zaslonka mam rozne przydasie i zimowa odziez.
Niebieska wykladzina jest moja zmora, niestety moge ja tylko czyms przykryc, wyrzucic nie moge, wlasciciel mieszkania sie nie zgadza.

Nad moim snem czuwaja dwa aniolki, pergaminowy to prezent "szefowej" pergaminowego forum i solny kolezanki forumowej. Jeszcze jeden musi znalezc swoje miejsce.